czwartek, 28 stycznia 2016

Co udało mi się zobaczyć w Trójmieście

W Nowym Roku niczym Magda Gessler wprowadziłam kilka diametralnych zmian (niekoniecznie kulinarnych). Puszczając mimo uszu rady dobrych cioć: "Jak ty sobie dziecko tam poradzisz? Co będziesz robić? A czy masz już pracę? A czy twój wybór nie jest pochopny?" postanowiłam zakręcić kołem i zaufać losowi. 

Nowy Rok to zmiany w czterech strefach mojego życia [o wszystkich przeczytacie tutaj]. 

Dzisiaj rozprawię się z moimi nowymi czterema kątami, ponieważ zaabsorbowały mnie na tyle, że to jedyne co ostatnio widuję (tak, nie udało mi się jeszcze zwiedzić Starego Miasta, ba! samodzielnie nie przekroczyłam granic terytorialnych mojej dzielnicy). 

Na pierwszy rzut moje ulubione pomieszczenie - PRZEDPOKÓJ.

Ściana tablicowa - dzieło J. z którego jestem cholernie dumna.
Oprócz szafy swoje miejsce ma w nim drewniana skrzynia (początkowo będąca skrzynią Jagny, lecz J. usilnie przekonuje mnie, że była ona rozpustnicą, więc została przerobiona na Kącik Małego Majsterkowicza) oraz postarzane wieszaki-haki na kurtki.

Kolejne pomieszczenie (projektu J, - pęknę z dumy, która mnie rozpiera!) to kuchnia. Biała. Idealna. Doskonale mieszcząca wszystkie moje zabawki.